Oops! It appears that you have disabled your Javascript. In order for you to see this page as it is meant to appear, we ask that you please re-enable your Javascript!

Jesień

1

Jesień. Wbrew pozorom to romantyczna pora roku. To teraz szczególnie docenia się obecność drugiego człowieka, który śpi obok, ciepły i dobry, w ciemne, chłodne poranki, wschodzące mleczną mgłą, która stuka do okien i do powiek przez sen. To teraz uśmiech zastępuje słońce, a dotyk rozgrzewa duszę przez zmarznięte ciało, oczekujące ciepła skądkolwiek. Kaloryfer nie wystarcza ani kot na kolanach. Drugi człowiek jest niezbędny, by przetrwać szaro-ciemne poranki i sino-słotne wieczory. W tym cały urok jesieni.

*

Jesień 2008 roku była dla mnie inna niż wszystkie dotychczasowe. Wyjechałam z dobrego, ciepłego domu rodzinnego w nieznany świat, by odnaleźć swoje miejsce na ziemi. Tak bowiem jest na tym świecie, że aby znaleźć samego siebie, trzeba na jakiś czas oderwać się od tego, co znane i bezpieczne. Oderwałam się więc z nadzieją w sercu i z lękiem w oczach, które to uczucia prowadziły mnie na zmianę ulicami wielkiego miasta, pełnymi migających świateł, huczących pojazdów i dymu spowijającego przypadkowo mijanych ludzi.

W drodze ku temu, kim miałam się stać, zgubiłam się jak dziecko w tłumie, przerażone tym, że nie ma nikogo, kto złapałby za rękę i zaprowadził do domu. Swój dom musiałam sama stworzyć na kanwie własnych marzeń i tych doświadczeń, o których wtedy nawet mi się nie śniło. W samotne wieczory i coraz zimniejsze poranki śniło mi się natomiast o kimś, kto otulałby mnie słowami, własnym ciałem i obecnością – bliskością, jakiej jeszcze nie poznałam.

Tak zagubiona dotarłam na Wydział Polonistyki warszawskiej uczelni. Tam zamierzałam przezimować pięcioletni okres wylęgania dorosłości, która czasami wydawała się blisko, na wyciągnięcie ręki, choć jakoś nadal ulotna. Studia miały być dla mnie drogą do celu, biletem do świata wieloznacznej samodzielności. I tam – na wydziale wiecznego słowa – istotnie wszystko się zaczęło. Wśród zapachu książek, szelestu wertowanych epok – i ludzi, pomiędzy którymi znajdował się ktoś niezwykły. Ktoś, kto wyłaniał się z tłumu na jawie i ze snów w długie, ciemne jesienne poranki. Kim był i co wniósł w moje zagubione życie – o tym miałam się przekonać jednak znacznie później.

*

W pierwszy tego roku jesienny wieczór życzę Wam na dobranoc takiej samotności, od której zaczyna się wielkie szczęście. Bo że od niej się często zaczyna – w to nie wątpię. I w tym cała nadzieja.

Dobrych snów!

Angelika

Share.

1 komentarz

  1. Pingback: Bliżej niż dalej

Leave A Reply