Oops! It appears that you have disabled your Javascript. In order for you to see this page as it is meant to appear, we ask that you please re-enable your Javascript!

Inna niż wszystkie

0

Nieraz słyszałam od mężczyzn słowa: „Jesteś inna niż wszystkie kobiety”. Miło. Bardzo miło. Ale gdyby spojrzeć na to sformułowanie szerzej, to oczywiste wydaje się, że każda kobieta jest inna. Niepowtarzalna, bo nie ma drugiej identycznej. Wyjątkowa, bo złożona z cech, które własnoręcznie uzbierała po drodze przez swoje dotychczasowe życie. Pomińmy na chwilę kwestię, że dotyczy to także mężczyzn – ludzi w ogóle. O tym innym razem.

Kiedy więc zastanawiam się nad znaczeniem słowa „inna” w tym dobrym, pozytywnie wartościującym znaczeniu, myślę o tych cechach, które sprawiają, że jestem sobą. Tych, które zbierałam na swoich drogach jak kolorowe szkiełka, by z biegiem lat ułożyła się z nich mozaika jednej – niepowtarzalnej, bo nieidentycznej – kobiecości.

Jaka więc jest ta kobiecość?

Wiecznie zakochana. Od zawsze lubiłam znajdować w różnych ludziach cząstki mojej miłości największej. Czasem były to całkiem duże, wyraźnie namacalne kawałki, które tkwią długo w sercu i w oku, zanim się je wypłacze wraz z wrażliwymi łzami. Czasem miały postać okruszków, pyłków, które ławo zdmuchuje wiatr pędzący przed siebie jak spóźniony czas. W końcu trafiłam na tę miłość największą zamkniętą w jednej całości, której nie da się z siebie wypłakać ani zdmuchnąć. Ona pozostała przy mnie na zawsze. Teraz mam ją przy sobie, gdziekolwiek idę, schowaną w najgłębszej kieszonce duszy.

Jest to kobiecość pewna i niepewna. Bo w sprawach najważniejszych jestem nieugięta. Wiem, czego chcę i tego się trzymam jak twardej, metalowej poręczy, gdy wokół szaleje wichura ludzkich głosów, rad i sprzecznych światopoglądów. Ale w plątaninie codziennych błahych wyborów gubię się jak dziecko, które nie wie, czy lepiej założyć tę niebieską sukienkę, czy sweter w romby, które wyszły już z mody, ale nadal, niezmiennie je lubię.

To kobiecość, którą można czarować na różne sposoby. Ale najbardziej ze wszystkiego muzyką. Kiedy byłam małą dziewczynką, zawsze płakałam, gdy w radiu puszczali utwór „Anna Maria” Czerwonych Gitar. Nikt nie wiedział, o co chodzi – co się temu dziecku znowu stało. A ja odpowiadałam: „Bo ta piosenka jest taka smutna…”. Zostało mi to do dzisiaj i wzruszam się melodiami, do których przykleiły się jakieś historie. Wzruszam się, kiedy pierwszy raz słucham aranżacji do moich kołysanek. Ronię łezkę także przy niektórych piosenkach z Disneyowskich bajek, których lubi słuchać moja Rybka, mała melomanka.

Jaka jest jeszcze ta kobiecość? Chyba trochę zaskakująca. Mam bowiem skłonność do wpadania na pomysły, których nikt by się po mnie nie spodziewał. Dla przykładu. Kilka lat temu zaczęłam trenować dyscyplinę tańca, do której coś mnie przyciągnęło. Może ciekawość, może intuicja, bo pokochałam to całym sercem. W tamtym czasie poznałam też sporo nowych ludzi. Wiadomo – żeby kogoś poznać, rozmawia się o tym i o tamtym. Kiedy schodziło na temat mojej pasji, każdy pytał z ciekawością: „O, a co tańczysz?”. Po mojej odpowiedzi wszyscy jak jeden mąż reagowali w identyczny sposób – widziałam wielkie oczy, które mierzyły mnie zdumionym wzrokiem od stóp do głów, zanim ich właściciel zdołał wydusić: „Wow… Nie spodziewałbym się po tobie…”. Ale był w tym zdumieniu jakiś błyszczący odbłysk podziwu, który był jednocześnie miły i zabawny. Wiedziałam, że każdy wyobraża sobie niestworzone cuda. Co swoją drogą było zrozumiałe, bo nazwa tańca skłaniała do kosmatych myśli. Był to w rzeczywistości bardzo subtelny, choć niezwykle zmysłowy taniec sceniczny z towarzyszeniem krzeseł w roli partnerów. Erotic dance – moja miłość ta mniejsza, ale taka naprawdę.

Poza tym wszystkim moja kobiecość bywa przekorna. Tak było od zawsze. Kiedy ktoś szczególnie mi się podobał – ja go szczególnie ignorowałam. Kiedy ktoś zbyt usilnie mnie do czegoś namawia – uciekam przed tym. Nawet jeśli początkowo pomysł mi się podoba. Sama nie wiedząc dlaczego, często wybieram drogi naokoło. W liceum przeniosłam się z klasy humanistycznej do biochemu, żeby ostatecznie wybrać studia na Wydziale Polonistyki. Przykłady można mnożyć. Jedno jest pewne – z przekorą żyje się ciekawie.

W tej kobiecości jest także mnóstwo miejsca na śmiech i spontaniczność. Potrafię się upić zapachem wina, a po jednym kieliszku opowiadam cuda, jakich świat nie widział w swoim długim życiu. Równie szybko trzeźwieję. Zmieniam decyzje jak rękawiczki – ale jak wyżej, tylko te błahe i mało znaczące. Jestem kalejdoskopem emocji, jestem mozaiką z pourywanych myśli. Bujam w obłokach i spadam na ziemię, żeby ogarnąć zwyczajną codzienność.

Moja kobiecość jest silna i słaba. Potrafię znieść bardzo wiele. Nie uśmierzam bólu okładami z nieczułości, ale zapadam się w sobie, kiedy przeciąża mnie ta czułość, której świat chce więcej i więcej. Płaczę, żeby wypłakać przeciążenie i idę dalej, bo lubię ten świat spragniony czułych spojrzeń. Wierzę w uczciwość ludzi. Niektórzy nazywają tę wiarę naiwnością. Ale ja wiem swoje. Czasem się złoszczę, kiedy nie ogarniam całego świata – a później się z tym światem godzę, żeby wszystko było jak dawniej. Bywam pochmurna i słoneczna, mokra od deszczu albo rozdmuchana w pył. Zależnie od pogody ducha.

Moja kobiecość bywa też dziwaczna. Lubię rzeczy, których inni nie lubią – na przykład pochmurność nieba i deszczowy krajobraz za oknem. Wzruszają mnie u ludzi żyły widoczne na dłoniach i nadgarstkach. Mam słabość do męskich szyj, szczególnie tych pachnących czarnym STR8. I panicznie boję się spadania, więc chcąc, nie chcąc nienawidzę wesołych miasteczek i kolorowych rur w aquaparku.

Moja kobiecość jest słuchająca. Otwarta na historie. Ludzkie smutki i pociechy. To kobiecość wrażliwa i niepokorna. Zakochana i płochliwa. Pewna i niepewna. Podatna na czarowanie. Pogodna i wietrzna, stała i zmienna. Trochę dziwna, trochę przytulna, trochę inna niż wszystkie.

A jaka jest Twoja kobiecość? Ta inność inna niż wszystkie?

*

Dzisiaj na dobranoc życzę Wam dobrego namysłu nad byciem sobą – tą wyjątkową mozaiką cech, doświadczeń i marzeń, z których składa się człowiek.

Dobrych snów!
Angelika

Share.

Leave A Reply