Oops! It appears that you have disabled your Javascript. In order for you to see this page as it is meant to appear, we ask that you please re-enable your Javascript!

Wyjątkowe spotkania

0

Myśleliście kiedyś o tym, że przez całe życie gromadzimy wokół różnych powtarzających się okoliczności coraz to nowe sensy, skojarzenia, sposoby rozumienia i przeżywania? W efekcie tego możemy zyskać coraz więcej mentalnego bogactwa – albo niekiedy doznać przeciążenia. Zależnie od tego, jakimi wspomnieniami wypełniamy kieszenie swojej pamięci.

W mojej pamięci obszar odczuwania Zaduszek od zawsze zasiedlały dobre, spokojne myśli. Z wczesnego dzieciństwa pamiętam mgliste listopadowe pejzaże ubarwione rudymi liśćmi. Wśród nich groby pradziadków, którzy z każdym rokiem stawali mi się jakby bliżsi, choć minęłam się z nimi w czasie. Pamiętam ciepłe szkło kolorowych zniczy i ciepło rodzinnych kuchni rozrzuconych po wiejskich zakamarkach Mazowsza, gdzie wracało się cyklicznie – jak do domu. Pamiętam ten dziwnie ciepły listopadowy nastrój, który snuł się jak dym z komina dziadkowego domu.

Z czasem do skojarzeń związanych z Zaduszkami dołączyły chryzantemy na stole w dużym pokoju i telewizyjne wspomnienia o ludziach, którzy wnieśli do kultury dorobek swojego życia, zostawili go tam – i po cichu odeszli w nieznane. Potem w nieznane, po cichu i zupełnie niespodziewanie, odszedł także mój kochany Dziadek, który wzniósł całe bogactwo dobrych wspomnień do mojego dzieciństwa – i zostawił mnie z tym na zawsze. Od tej pory w każde Zaduszki, stojąc przy najważniejszym dla mnie grobie, opowiadałam Dziadkowi, co się u mnie zmieniło w ostatnim czasie. Bo utkwiły mi w głowie czyjeś słowa: „Żałował tylko jednego… że nie będzie widział, jak dziewczynki rosną…”. Chciałam, żeby widział mimo wszystko – i wierzyłam w to, że tak jest.

Z wiekiem dostrzegałam coraz więcej drobnych szczegółów poutykanych w znaczenie Święta Zmarłych. Na przykład fakt, jak bardzo rodzinne jest to święto. Z jaką siłą kuchenny stół zbliża do siebie tych, którzy nadal mogą przy nim zasiadać. Jak cenne są rozmowy przemycające czyjąś historię w przyszłość, której ów ktoś nie doświadczył. Czasami przychodziły do mnie lęki i niepokoje związane z kruchością życia. Ale te za każdym razem rozwiewał jesienny wiatr, który zimnymi uderzeniami w twarz przypominał, że ważne jest tu i teraz. Że tu i teraz żyją wszyscy ci, o których myślimy. Patrząc im w oczy – albo nie widząc ich.

I oto w Zaduszkowy wieczór trzy lata temu po raz pierwszy pomyślałam o kimś, kogo nie widziałam… Nie już, ale – jeszcze. W chwili, kiedy wszyscy wspominali tych, którzy już odeszli, ja dowiedziałam się o kimś, kto dopiero miał przyjść i stać się częścią rodziny. Prawdę mówiąc, dopiero teraz, z perspektywy czasu, uświadomiłam sobie, jak bardzo symbolicznie złożyło się to w czasie. Czy przypadkiem? Nie wiem. Ale to spostrzeżenie otworzyło przede mną nową perspektywę do patrzenia na święto, które tak wiele mówi o niekończącym się, cyklicznym biegu życia.

***

Na zdjęciu kwintesencja listopadowego ciepła w moich rodzinnych stronach.

Dobrego wieczoru!

Share.

Leave A Reply